✶  CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  ✶

Poetósfera › La Biblioteca › Mikołaj z Wilkowiecka

Mikołaj z Wilkowiecka · Barroco

Część czwarta

polaco

Przy tej tu już części czwartej

Na miejscu Ewangeliej

Będę wam czytał z Dawida

I z krześcijańskiego kreda:

Ze psalmu dawidowego

Dwudziestego i trzeciego,

A z kreda krześcijańskiego

Ze składu apostolskiego

W liczbie artykułu piątego

Który jest Philippa świętego.

Ehej, piekielne książęta,

Otwierajcie swoje wrota.

Otwórzcie sie wieczne brany

Wnidzie tam król wiecznej chwały.

Cóżto za król wiecznej chwały,

Coto tak barzo zuchwały?

Nie był tu nigdy takowy

Z takimi śmiałymi słowy

Umarły z owego świata,

Coby łamał nasze wrota.

Pan Jezus mocny i możny,

Na bitwę barzo potężny,

Który jest wszytkich mocy pan.

Ten téż król wiecznej chwały sam.

Ba wyjrzy, Cerberze bracie,

Coto tam ktoś u drzwi plecie.

Nie chychy tam, Lucyperze.

A jako bracie, Cerberze?

Mamy gościa niewdzięcznego,

Jezusa Nazarańskiego,

Z chorągwią jakąś czerwoną,

Krzyżem napieczętowaną.

Jużci źle, bracie Cerberze,

Pewnie nam wszystko pobierze.

O one sie dziady boję,

Bo nawięcej o nie stoję,

Co je zową prorokami

A drugie patryarchami.

Ba, o teć nam wszytkim idzie,

Bo tu z nimi pięknie wszędzie.

To kapłani, prorokowie,

Patryarchowie, królowie,

Więc znamienici panowie

I bracia naszy, lutrowie.

Biada, jeśli je stracimy,

Niewczas takich nabędziemy.

Jużci sobie coś gadają,

Milczcie jedno, namci łają

Niezbedni dziadowie oni,

Chocia tu są we złej toni,

Śmiele sobie coś rokują,

Musi być Jezusa czują.

A nawięcej pan Jadamek.

U nas tu napierwszy panek.

Trzebaby go poczęstować

Z pół garnca mu smoły podać.

Wypijesz ją sam, poczwaro,

Szpetna, piekielna maszkaro!

Zabaczysz przewodzić więcej

Nad nami w tej tu piwnicy,

Niezbedna mocy szatańska!

Bo już przyszła ręka pańska,

Która wnet twej mocy skróci

I wniwecz ją już obróci.

A wszakem ja wam, Ozeas,

Oze: 13.
Te słowa więc mawiał nieraz:

O śmierci, gdzie jest moc twoja,

1. Cor: 15.
Już teraz niemasz pokoja.

Gdzie jest, piekło, twoje żądło?

Już cię przyście Pańskie zjadło.

Nie z namić to tu kotować,

Musicie wnetże dudkować.

Co tam bajesz, Ozeaszu?

Aboć nie dostaje kwasu,

Czyli trunku smolanego

Abo ognia siarczanego?

Posiedzisz tu jeszcze sobie.

Niż puszczą Jezusa k tobie.

Niedopustekci to tu wniść:

Trudno nasze wrota wybić.

O beanie niecnotliwy,

Psie piekielny, szpetny, łżywy!

Mocniejszy Bóg, niż twe wrota,

Któreć wnet złamie do szczęta.

Wejrzał już z nieba na ziemię,

By wybawił ludzkie plemię

Od waszego mordowania

I płaczliwego wzdychania.

Nużeż, piekielne książęta,

Otwórzcie mi swoje wrota.

Podnieście sie, wieczne brany,

Wnidze tam król wiecznej chwały,

Pan barzo mocny i mężny,

Na wszystkie walki potężny.

Ale cóżto za król taki,

Tak barzo śmiały na walki?

Jeśliś pan, idźże do państwa,

Abo do swego królestwa.

Masz wszak mieśca dosyć w niebie,

Idżże tam panować sobie.

Daj pokój piekłu naszemu

I łupowi nam wdzięcznemu.

A nie wieleż to, Lucyprze,

Tak markotać, piekielny psie.

Na Pana Boga mocnego,

Na wsze walki potężnego,

Który to tam teraz kłóci

I wnet cię chorągwią zmłóci?

Musząc puścić wrota twoje,

Otworzą sie i pokoje,

W których chowasz twoje łupy,

Zbiorę je ja wnet do kupy.

Którzy mię dawno czekają

I wzdychając narzekają,

Mnimam, że mię przywitają

I wesoło zaśpiewają.

Przydź, panie, nie omieszkawaj,

Pociechy złemu nie dawaj.

Racz nam dać swe pocieszenie

Przez twe święte zmartwychwstanie,

I według twej obietnice

Wyprowadź nas z tej ciemnice.

Weź nas do raju wiecznego,

Królestwa twego świętego.

Ad idem, bracia, ad idem,

Do browaru z owym dziadem,

Co sam sobie przekwintuje,

Iż u drzwi Jezusa czuje.

Zbadło mu sie święconego,

Radby do raju wiecznego.

Już nie dba o smołę naszę,

Woli w raju z mlekiem kaszę.

A drudzy drzwi zamykajcie,

Łańcuchami zakładajcie.

Ochynąćci się, zły duchu,

Utknąć wnet chorągwią w brzuchu,

Któryś duszami roztłoczył,

Coś je po te czasy włóczył

Do tej twej szpetnej paszczeki,

Którąć już zamkną na wieki.

Przypłacisz wnet onej zdrady,

Którąś mię domieścił szkody,

Iż ja i przez mię wszytek świat

Dla jabłka wiądł, jako polny kwiat.

Już przyszedł ten, który temu

Uczyni koniec wszytkiemu,

Swym wybranym raj wieczny da,

A wam mąk piekielnych przyda.

Otwórzcie sie wrota, brany,

Na wszystkie piekielne strony

Z tymi swemi zawiasami,

Z zaporami, z łańcuchami.

Wnidzie przez was król wszej chwały,

Poobala wasze wały.

A tyżto tu, czarcie, gdaczesz,

Z łańcuchem koło drzwi skaczesz,

Zamykając je przed nami

Łańcuchami, zaporami?

Siedzisz sobie, przekwintując,

Z Bogiem, by z równym, żartując.

Nie z Jewkąć to będzie w raju,

Przypłacisz tego, łabaju.

Wej, a widzisz tę chorągiew,

Ufarbowaną przez mą krew?

Utknęć ją w tym tłustym brzuchu!

Szpetny, niezbedny zły duchu!

Biada, biada, biada, górze!

Pódźmy, bracia, gdzie na morze.

Pewnieć sie nam rozpierzchnąć stąd.

Niestetyż nam na taki błąd.

Bodaj był do nas nie postał

Ten Krystus, co dziś zmartwychwstał.

Gwałt czyni, łupi nam piekło.

Aboć sie to święto wściekło?

Milcz, Luciprze, bracie miły,

Nagrodzim to w krótkiej chwili.

Pomścim sie tego w klasztorzech,

W karczmach, w szpitalach, we dworzech.

Będziem wadzić mnichy, popy,

W karczmie niewiasty i chłopy,

W szpitalu baby z dziadami,

W dworzech pany z ministrami.

Zaści sie nam te pokoje

Wnet napełnią tyle troje:

Z szynkarek niesprawiedliwych

I z panienek nieprawdziwych.

Będziem je wozić na takach

W trepelach, w szerokich tkankach.

Krótkich mi sie chce łokietków,

Małych miarek i też funtków.

Powagi też zażywiemy,

W sukniach sie wozić będziemy:

U pań na długich sajanach,

U panów w wielkich kołnierzach.

W krużkach sie nas też wżdy zmieści

Jeden abo ze czterdzieści.

Drudzy w półbótkach, w baczmagach,

Mogą nie chodzić na nogach;

Dostanie sie i w pióreczku

Za czapką na pachołeczku.

Nie trzeba sie nam kłopotać,

Nie będziemy nędze klepać.

Zostaniem w wielkiej powadze,

Będą nas wspominać wszędzie,

Napełnimy wszytkie kąty,

Sklepy, komory, warstaty.

Nie poczną ludzie przez nas nic,

Wszędy panu dyabłu być:

Z nami wygnać bydło w pole,

Z nami młócić i w stodole,

Z dyabłem do młyna zawieść,

Na dyable drwa z lasa zwieść;

Częściej dyabła spomnią przez dzień,

Niż Pana Boga przez tydzień.

Dajcież pokój, braciszkowie,

Tego rozbójnika mowie.

Niechaj gwałci, niech wojuje,

Wżdyć nam piekła nie zepsuje.

Boć go nie na czas zbudował

Ale na wieki zgotował,

Nam i też naszym aniołom

A z nami wszytkim złym ludziom.

Milcz, nie narzekaj szatanie,

Krzywdać sie żadna nie stanie.

Gwałtuć nie czynię żadnego,

Biorę to, co jest mojego.

Twego nie tknę, biorę trzodę

Swą, którąś uwiódł przez zdradę.

To ich tu masz jeszcze dosyć,

Wszytkie, co nie chcieli wierzyć.

I więcej ci ich przybędzie,

Bo złych ludzi dosyć wszędzie.

Tobieć jeszcze czarcie nie frejt.

Nieledać kto przeprawi glejt.

Biadaż mnie! Cóż jeszcze gadasz,

Tak srogo mi odpowiadasz?

Zwiążę cię, iż stąd nie wyjdziesz

Ani więcej zwodzić będziesz.

Biadaż mnie! Cóżciem uczynił,

Żeś sie tak na mię zzuchwalił?

Spomni sobie, coś zasłużył,

Gdyś na onym świecie płużył.

Już się nie będziesz przechadzał

Ani ludzi więcej zdradzał.

Jedno tu na tym łańcuchu

Będziesz łaszkował, zły duchu.

Oto piekło masz szatana,

Związanego jak barana.

Niechaj już tu zawżdy siedzi,

Żadnemu więcej nie szkodzi.

Niechaj tu u słupa tego

Popląsze do dnia sądnego.

Do was zawitam, ojcowie,

Prorocy, patryarchowie,

Kapłani, i też królowie

I wszytcy inszy stanowie.

Już sie żaden piekła nie bój,

Bo wam przez mię mir i pokój.

Już teraz wasze wzdychanie

I żałosne narzekanie

W wesele sie wam obróci

Które sie nigdy nie skróci.

Witaj, witaj żądający,

Jezu Chryste wszechmogący,

Ochłodo serca naszego

Do tego piekła ciemnego.

Dawnochmy cię tu czekali,

Zawżdy wzdychając wołali.

Weź nas do swego królestwa

Z tego wielkiego niewolstwa.

Prawieć sam Pan Bóg dał ten dzień.

Godziłoby sie śpiewać weń.

Słusznie sie dziś weselicie

I tak nabożnie śpiewacie,

Bo otrzymacie zbawienie

Przez me święte zmartwychwstanie.

Jamci jest on obiecany,

Wam od Boga naznaczony,

Któregoście tu czekali,

W nim nadzieję pokładali.

Już was wezmę z tej ciemnice,

Postawię przed Boże lice.

A bodaj stokroć zawitał

Pan Jezus, co dziś zmartwychwstał,

Który mocną ręką pańską

Starł już wszytkę moc szatańską.

Ach, dla zgrzeszeniać to mojego

Wszytcy szli do piekła tego

I przez kilka lat tysięcy

Narzekali w tej ciemnicy.

Ażeś ty ziścił łaskawie

Obietnicę Bożą prawie,

Zmartwychwstawszy dnia trzeciego

Podług mocy bóstwa swego.

Nie styskuj, Jadamie smętny,

Bo już ten twój grzech bezecny

Moja niewinna krew starła.

Wyrwałem cię czartu z garła.

Colos: 2.
Jużem on cyrograf zdrapał,

Któryś był czartu na się dał

I na wszytko ludzkie plemie,

Twe, nieboże, pokolenie.

Zmazałem i pismo z niego

Nie chciałbych mieć w nim żadnego.

Pódźcież teraz za mną wszytcy,

Moi mili miłośnicy.

Nie bójcie sie tych złych wrogów,

Bomci im już utarł rogów.

Odeślę was do onego

Jasnego raju ziemskiego

A stamtąd dnia czterdziestego

Do królestwa niebieskiego.

Chodź sam ty do mnie, Michale,

Hufców niebieskich hetmanie.

Pobierz te święte proroki,

Prowadźże do raju wszytki,

Jednego jako drugiego

Od starego do młodego,

Byś którego nie utracił,

Bomci je drogo zapłacił.

A ja tymczasem odchodzę,

Matuchnę swoję nawiedzę

I drugie, co w mię wierzyli,

Iżby sie mną pocieszyli.

Ponieważ spominasz, panie,

Matce swojej ukazanie,

Po twym świętym zmartwychwstaniu,

K wielkiemu jej pocieszeniu;

Prosim cie, racz nam to zlecić,

Iżby mógł kto z nas do niej iść,

Pierwej jej to opowiedzieć,

Niż sie sam z nią raczysz widzieć.

O, Panie Jezu, proszę cię,

Niech mię dziś potka to szczęście,

Niechaj idę do matki twej

Tę nowinę powiadać jej.

Bo mi to służy nędznemu

Więcej, niż komu inszemu,

Iż jakom ja był początkiem

Przez grzech, wszem ludziom upadkiem,

Tak niechaj będę napierwszym

Sławić o zmartwychwstaniu twym,

Przez któreś ty już naprawił

To, com ja był przez grzech skaził.

Nie dziwuj, Jadamie miły,

Nie godzisz mi sie z tym w posły,

Boś sie ty nauczył w raju

Przechadzać jako po gaju,

Zabawiając sie jabłkami,

Cytrynami i figami.

Czegoćby sie też zachciało

I snaćby cię zabawiło,

Idąc do matuchny mojej,

I zmieszkałby poselstwo k niej.

Awożem ja, Panie miły,

Abel, on sługa twój miły,

Któryciem ofiary czynił,

Owce i barany palił,

Któreś odemnie przyjmował

I w nicheś się bardzo kochał.

Niechżeć się i teraz udam,

Na tę posługę podobam,

Iżbych do matki twojej szedł,

A tę jej nowinę przeczedł.

Nie godzisz się, Able, posłem,

Bo masz zatarżkę z Kaimem,

Mógłby się z nim potkać w drodze,

Alibyście byli w zwadzie,

I zamieszkałby z nowiną,

Siepając się z mataniną.

Jam też, Panie namilejszy,

Sługa twój niepośledniejszy,

Noe, on mąż sprawiedliwy,

Comci był barzo chętliwy

W on czas, gdym arkę budował,

W którejem wszytek plon chował,

Tak narodu człowieczego,

Jako i stworzenia wszego,

Czasu onego wielkiego

Potopu świata wszytkiego;

I zasię z arki wyszedszy,

Ołtarz z ziemie zbudowawszy,

Czyniłem na nim ofiarę

Na cześć i na chwałę twoję.

Niechżeć sie też dziś spodoba

Moja posługa chudoba,

Być posłem do Panny Maryej,

Matki twej błogosławionej.

Nie rychłoby, Noe, była

U matki przez cię nowina.

Rad sie na winie zabawiasz

I dobrze sobie podpijasz.

Usnąłby, podpiwszy sobie:

Niepewne poselstwo w tobie!

Awo jestem Jan Baptista,

Com krzcił Pana Jezu Krysta;

Na chód człowiek barzo lekki,

Bo nie jem jedno kobyłki,

Nie piję wina, sycery,

Tylko wysysam miód leśny

Poranu z listków na drzewie,

Ten mi nie zawierci w głowie.

Aleś kosmaty, nieboże,

W tej wielbłądowej siermiędze,

Zlękłaćby sie ciebie matka,

Nie na poselstwo ta szatka.

Ponieważ, panie łaskawy,

Nie najduje sie takowy,

Któryćby sie upodobał,

Coćby poselstwo sprawował;

Jedni miedzy sobą zwadźce,

Drudzy łakomi obżerce,

A drudzy w bydlęcych skórach

Chodzą by w jakich siermięgach,

Odprawięć ja te posługi,

Wziąwszy na kule swe nogi.

A biedne twoje posługi!

A toć połamano nogi,

Kości w tobie podruzgano,

Gdy cię na krzyżu wieszano.

Prożneć to alterkacye,

A jedneć to facecye.

Idź ty coprędzej, aniele,

A zaśpiewaj Pannie śmiele,

Regina coeli, lactare

Dzisiejszej świętej niedziele.

A ja wnet będę za tobą,

Stawię sie jej swą osobą.

Pódźcież za mną, miłe dusze,

Zawinąwszy się w łoktusze,

By tu która nie została,

Niechaj będzie trzoda cała.

Zaprowadzę was do raju,

Onego świętego gaju,

Nakarmię was z mlekiem kasze

I miód dam pić w złotej czasze.

Salve sancta parens,

Jam jest entium ens.

Bądź pozdrowiona, ma matko,

Święta Boża rodzicielko.

Nie chciej się kłopotać więcej

Tej to wielkiej nocy świętej!

Oglądaj syna swojego

Z weselim zmartwychwstałego.

Witajże, mój miły synu,

Po tym świętym zmartwychwstaniu,

Ochłodo serca mojego

I też człowieka kożdego.

O witajże, święte ciało,

Któreś na krzyżu wisiało,

Naświętsza głowo i nóżki

I wciórnastkie ciała członki,

Które żydowie męczyli

I na krzyżu zawiesili.

Dajcież mi się pocałować

I siebie się namiłować.

Teraz, moja miła matko,

Nie może się sprawić wszytko

To naju spólne witanie

I miłosne rozmawianie.

Zachowajwa to napotym,

Ja zaraz odchodzę zatym.

Bo mię też czekają drudzy,

Oni moi wierni słudzy,

Iżbych się im też ukazał,

Jakom im więc obiecował,

Stawić się im w Galilei

I upewnić je w nadziei.

Mam nadzieję, Synu miły,

Iż cię zasię w krótkiej chwili

Ujrzę w osobie niniejszej

I w pociesze jeszcze lepszej.

Już teraz idź, kędy raczysz,

Wszak mię nigdy nie przebaczysz.

Niech się dzieje wola twoja,

Kiedym cię już oglądała.

Sigue explorando

Por su autor
Mikołaj z Wilkowiecka · 6 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

Część pierwsza →

Expediente

Autor
Mikołaj z Wilkowiecka
Título
Część czwarta
Lengua
polaco
Época
Barroco
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-czesc-czwarta--mikoaj-z-wilkowiecka-68de8d
Cita recomendada
Mikołaj z Wilkowiecka, «Część czwarta», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-czesc-czwarta--mikoaj-z-wilkowiecka-68de8d.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. No pedimos datos personales para avisar de una errata; para otra cosa, escríbenos desde Sobre la casa.