Ba, moje miłe siestrzyce,
Nie lutujmyż swojej prace
I pieniędzy nie żałujmy,
Wszak je, chwała Bogu, mamy.
Uczyńmy co takowego,
Miłość pokazującego
Ku Jezusowi miłemu,
Panu i mistrzowi swemu,
Którego nam umęczono
I do grobu pochowano.
Ba, i owszem, miłe moje,
Pokażmy kochanie swoje
Nietylko na świecie, w żywym,
Ale i w grobie, umarłym.
Nie ustawajmy w miłości
I w swej zwykłej nabożności,
Którąchmy ku niemu miały,
Kiedychmy za nim chadzały,
Nauki jego słuchając
Mar. 15.
I onemu posługując.
A cóż, namilsze, takiego
Chcemy uczynić dla niego?
Jam wszystko gotowa czynić
I gdzie trzeba, wszędy wyniść.
Ba, i wacka nie żałuję,
Zwłaszcza, gdy rzecz dobrą czuję.
Ja czekam, co uradzicie
I na co się zezwolicie.
Na wszystkim przestanę z wami
Tak mieszkiem, jak posługami.
Nie mamy tak co inszego
Uczynić dla umarłego:
Nakupmy ziół woniających,
Wódek, olejków pachniących,
Z których maści naczynimy,
Którymi ciało natrzemy,
Iżby w grobie nie cuchnęło,
Ani od ziemie próchniało.
Dobrze, więc tak udziałajmy,
Wieczórci już, nie mieszkajmy.
Owo, sto dukatów moich,
Przyłóżcież wy też co do nich!
Awo też moje talary,
Pięćdziesiąt, a kożdy stary,
By ich też na urząd szukał,
Nie wiem, by gdzie takich dostał!
Awo też moja moneta,
Bo tu z sobą nie mam złota!
Uczynić też to niemało,
A bodaj ze sta nie było?
Będzieć dosyć! Pochowajmy,
A w drogę sie nagotujmy!
Pójdziem zaraz do apteki,
Pobrawszy z sobą koszyki.
Pomóż Bóg, Panie Rubenie,
Cnotliwy krześcijaninie,
Tego miasta aptekarzu
I dostateczny kramarzu!
Witajcież, me miłe panie!
Jaki traf? Wszystko Marye?
Pani Madleno łaskawa
I Marya Jakobowa,
Z Maryą pana Salomego
I z Joanną pana Chuzego.
Cóż mi powiecie dobrego
Tego wieczoru świętego?
Przedajcie nam ziół pachniących
I olejków woniających,
Iż z nich maści naczynimy,
Jako my samy roz’miemy,
Na ciało mistrza naszego,
Dziś do grobu włożonego.
A to wnet, łaskawe panie,
Na waszmości rozkazanie!
Jedno, co trzeba, powiedzcie
A pieniądze zaraz liczcie.
Podajcie naprzód balsamu
A mirry świeżej ku temu,
Olejku jałowczowego
I też spikonardowego.
Otóż tu już wszytko macie,
Każcież ważyć, ile chcecie.
A sąć te olejki, wódki
Znamienite, prawie fryszki.
Zidzieć się ziół, ze sto funtów,
A z drugie baniek olejków.
Ale się pierwej stargujem,
Toż dopiero ważyć każem.
A po czemuż nam funt dacie?
Jednym słowem nam powiedzcie.
Iż pieniądze będziem liczyć,
A wy też będziecie ważyć.
Jużci, ja waszmościom przedam
Tak, jako sam od kupca mam,
Zwłaszcza dla mistrza waszego,
Bom też sam jest z uczniów jego.
A wam się też chcę zachować,
Iżbyście do mnie kupować
Potym częściej przychadzały
I insze panie stręczyły.
Dam wam balsam po sta złotych,
Mirę po ośmi talarach.
Olejki bańkami bierzcie,
A co każda niesie, płaćcie.
Wierzymyć, jako dobremu
Człowieku krześcijańskiemu,
Iż się nie będziesz targować,
Z nami długo handrykować.
Weżmiesz od nas to, coć damy,
Wszakci straty nie życzymy.
Coby dał inszemu na tram.
To dziś dasz za gotowe nam.
A masz wyborną monetę,
Talary, czerwone złote.
Odlicz je a przestań na tym.
A my też odchodzim zatym.