✶  CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  ✶

Poetósfera › La Biblioteca › Juliusz Słowacki

Juliusz Słowacki · Romanticismo

Pieśń czwarta

polaco

Kozacy wygnali nad Donu brzegami,

Gdy Dniepr opuszczali, pieśń smutna i szczytna

Z rospaczy wyrazem, zmieszana ze łzami.

Na głowę carycy przekleństwa miotała.

O falo błękitna! o falo błękitna!

Tyś czajki nosiła — tyś łzy te widziała. —

.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

„A przed obrazem Bogarodzicy,

Co burzy morze i czajek strzeże,

Zapalić świécę — a przy téj świécy,

Niech pop odmawia głośno pacierze.

Gdy wydam rozkaz — za mym rozkazem,

Wziąść pośród siebie czajkę z obrazem,

Lecz niech się teraz pop nie przysłuży,

Niechaj obrazem morza nie burzy,

Niechaj się modli — innéj usługi

Teraz nie żądam... Jakże dzień długi!...“

„Ho! ho! szalony ten Sułtan stary,

Budować takie wielkie galary,

Co trzykroć tyle nabiorą wody,

Niż nasza czajka; za to z czajkami

Tureckim statkom nie iść w zawody;

Gdy pełnym żaglem płyną za nami,

My na mielizny — często w pogoni

Okręt ich pryśnie o piasków ławy,

I tak jak szklanny puchar zadzwoni.“ —

„Widzicie druhy jak zachód krwawy,

To wiatr nam wróży — korzystać trzeba.

Więc nieco białych żagli rozwinąć,

I robić wiosłem — ku słońcu płynąć.

Postawić czajki w płomieniach nieba,

Tak aby słońce było za nami...

Ze zwiniętemi teraz żaglami

Utonąć w blasku — pod tą opieką

Nas nie wyśledzi ów upiór smoczy,

Co ma z kryształu stokrotne oczy,

Témi oczyma sięga daleko.“ —

„Dzięki ci Boże! oto do końca

Dzień nachylony, blado się pali,

Oto nad falą, widać pół słońca,

A pół do ciemnéj kryje się fali,

I na świat rzuca odbłysk ponury...

Już się nad słońce fala podniosła,

Po niebie krwawe snują się chmury.

Teraz do żagli! teraz do wiosła!“ —

Okrzyk stokrotny

Bije o chmury;

I żagiel lotny,

Jak skrzydło ptaka,

Białémi pióry,

Czajkę kozaka

Niesie... Ta drząca,

Wygina szyję,

Kąpie się w wodzie,

Fale rostrąca;

I kozak żyje,

I czajka żywa.

Już lecą... Blady na wschodzie

Zza chmury xiężyc wypływa. —

„Ho! dobra wróżba, galera Baszy.

Lubię miéć sprawę z Baszy galerą,

Znam tę banderę — a nad banderą

Buńczuk, co płoche jaskółki straszy.

Widzę przy ogniach tureckie twarze,

Zdają się blade... Czekać w pobliżu,

Aż nam galera boki ukaże,

Aż na nas spojrzy okiem ze spiżu.“

Galera okropną cichością owiana,

Jak widmo posępne, jak pałac zaklęty,

Choć wiosło nie szumi, choć żagiel zwinięty:

Bez ludzkiéj pomocy, czarami szatana,

Odwraca pierś złotém ozdobną straszydłem,

I boki jéj xiężyc bladawy oświéca.

Trzdzieścié paszcz widać przy blasku xiężyca,

Skąd wkrótce ognistém wyleci zgon skrzydłem...

„Druhy! do wioseł! już dają znaki,

Ażeby iskrą podrażnić działa;

Lecz my pierszchniemy stadem jak zpakiszpaki,

Próżno nas będzie kula szukała,

Daléj! do wioseł!...“ I mnogie wiosła

Wnet zaszumiały.

Czajkę zbłąkaną

Fala rozniosła.

I żagiel biały,

Z białawą pianą

Zmieszany, zniknął na morzu...

I rzekłbyś że fala ta czajki pożarła?

Że kozak grób znalazł w błękitnych fal łożu?

I cichość posępna i cichość umarła

Okryła na chwilę błękity odmętu.

Lecz iskrą galery zbudzone już działo

Wzruszyło sen głuchy — błysk widać z okrętu,

I dział trzydzieścié zagrzmiało.

Dym czarny chmurą na morzu drzymie,

I okręt zabrzmiał szatańskim smiéchem:

Lecz nim smiéch skonał z trzykrotném echem,

Czajki stadami błysnęły w dymie.

Pobledli Turcy... Oto kozaki

Na pierś okrętu rzucają haki,

Drą się na pokład. — Nad pogan karki

Widać wzniesiony miecz Atamana,

I nad turbany pióro Hetmana,

I Atamańskiéj odgłos janczarki.

Wśród damasceńskich krzywych pałaszy

Miece się Żmija okropnym bojem;

Gdzie walczył Basza — syn młody Baszy,

Nawpół makowym spity napojem. —

„Ojcze!“ do Baszy rzekł Selim młody,

„Giniemy — pozbądź niewczesnéj dumy.

Łódź okrętową spuścić do wody;

Gdy ja sam wrogów zatrzymam tłumy,

Uciekaj ojcze!“ — Na środek skoczył,

I pośród tłumu, swój turban biały,

Błyskiem krzywego miecza otoczył.

Jęk na pokładzie, janczarki grzmiały.

Pośród pałaszy w błysku i dymie,

Hetman młodego spotkał Selima;

I dwa się miecze starły olbrzymie.

Żmija miecz wroga na mieczu trzyma,

A drugą dłonią z janczarki błysnął,

Strzelił pod maszty — i płomień nagle

Szybkim poskokiem wpłynął na żagle,

Aż na banderze złotéj zawisnął:

I maszt sosnowy zajął się z trzaskiem...

„Byłaby walka w cieniach schowana,

Trzeba ją takim oświécić blaskiem...

Oto pochodnia błyszczy Hetmana.“ —

Z trzaskiem pożaru, znów szczęk oręża

Słychać — i dźwięki hartownéj zbroi.

Miecz straszny Żmii, jak żądło węża,

Krwi wroga szuka i krwią się poi.

Koszula Żmii utkana w druty,

Hartowna wprawdzie na probę kuli;

Lecz miecz Selima w Damaszku kuty,

Przedarł druciane węzły koszuli.

Krew popłynęła aż na kobierce

Co okrywały Baszy okręty:

Żmija się zemścił — ugodził w serce,

Schylił się Selim jak kwiat podcięty,

Upadł na pokład ze chrzęstem stali;

Padając, okiem rzucił po fali,

Przez fale płynie łódź okrętowa,

Tam jego ojciec. — Selima głowa

Spadła na piersi...

Czajka wesoła

Znów śliską piersią rostrąca piany,

I na błękitne wpływa limany;

Nad limanami z ołowiu czoła,

Wież Oczakowa widać wysoko;

A wież turecka załoga strzeże.

Dostrzegło czajek, pogańskie oko,

I wiankiem ognia błysnęły wieże,

Dym widać srebrny, huk słychać głuchy:

Lecz czajki ciche — ciche — jak duchy,

Gdy wiatrem wzdęta żagli pierś biała,

Płyną wstecz Dniepru, daléj! i daléj!

Znów z wież tureckich zagrzmiały działa,

Lecz huk bezsilny skonał na fali.

Jak cudne błyszczą czajek szeregi,

Słońce pozłaca barwy orszaku.

Jak cudne błyszczą dnieprowe brzegi,

Kwiat oczeretów szkarłatem świéci.

Niekiedy w ciszy Tatar Budziaku

Mignie na koniu, jak wiatr przeleci;

Lub w oczeretu kwiatach ukryty,

Patrzy na czajki, na fal błękity.

Czajki! czajki! Sicz przed nami

Oto brzegi Zaporoża!

A daleko, za czajkami,

Już pożarów gaśnie zorza;

I wśród morza,

Między mgłami,

Płonie wielka masztów sosna,

Siła żaglów spadła.

Gdy nam błyśnie nowa wiosna,

Znowu zadrzy dzicz wybladła,

Znowu zagrzmi spiéw janczarek;

Lecz w tym roku dość zachodu,

My do miodu!

Z brzękiem czarek

Pijmy w naszéj Ukrainie,

Miód nasz przepalony.

Gdzieśmy byli, kto popłynie?

Za trupami chyba wrony,

Wrony czajek przyjaciółki,

Co śmierć kraczą Asawule;

Kiedy kule,

Jak jaskółki,

Nad czajkami, po przestworzu,

Lecą chmurą czarną.

My kozacy siejem w morzu.

Gdy się z wiosną plony zgarną,

Pełnym workiem piastry swiecą

Podłe, jako liść zżółkniały;

Jak wleciały,

Tak wylecą.

Przez pół roka pan dostatni,

Kozak Wojewodą. —

A gdy wyjdzie piastr ostatni,

Znów z Kijowa Dniepru wodą

Do chat naszych. — Kozak spiéwa,

A gdy nędze zakłopocą;

W łodziach nocą,

Lśnią łuczywa;

I do ciemnéj Dniepru wody,

Cicho sieci toną.

Miło błądzić gdzie ogrody

Wschodnich Baszów, kędy płoną

Złota blaskiem jabłka duże;

Lecz się miléj schylić z konia.

I wśród błonia,

Polną różę

Zerwać, zanieść z ranną rosą,

Lubéj w upominku.

Pierwéj fale wyspy zniosą,

Niźli kozak dla spoczynku

Tknie się pługa... gdy raz złotem

Da zakupić ręce panu:

Wśród limanu,

Zlany potem,

Zlany łzami, będzie w stożec

Składał kryształ soli. —

O! nie pójdzie Zaporożec,

Zaprzedany do niewoli,

Błądzić!...

O cicho! cicho drużyno!

Czy tam widzicie żagle za nami,

Żagle się galer bielą za trzciną,

Za kozackiemi płyną czajkami.

W Czertomeliku płyńmy ostrowy,

Tam będą czajek bezpieczne floty:

Próżno nam buńczuk zagraża złoty,

I pierś galery i żagiel płowy.

Oto na brzegu nasze rodziny...

Czajka ma czucie, wierność brytana,

I tak jak brytan o stopy pana,

Tak się o wodne otarła trzciny.

Sigue explorando

En el mismo libro
Żmija · 6 piezas · Pieśń pierwsza
Por su autor
Juliusz Słowacki · 186 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Pieśń czwartaPieśń Konfederatów →

Expediente

Autor
Juliusz Słowacki
Título
Pieśń czwarta
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Libro o colección de origen
Żmija
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-piesn-czwarta--juliusz-sowacki-bdf0b5
Cita recomendada
Juliusz Słowacki, «Pieśń czwarta», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-piesn-czwarta--juliusz-sowacki-bdf0b5.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. No pedimos datos personales para avisar de una errata; para otra cosa, escríbenos desde Sobre la casa.